Kot budził swoją właścicielkę każdej nocy i zmuszał ją do przeniesienia się na kanapę. Obwiniała o to bezsenność – dopóki testy nie wykazały czegoś innego.
Ludzie uwielbiają dzwonić do weterynarzy o każdej porze. Z jakiegoś powodu zakładają, że jeśli leczysz zwierzęta, automatycznie jesteś odpowiedzialny za każdą tajemnicę we wszechświecie – zwłaszcza o drugiej w nocy, kiedy śpisz z kotem rozciągniętym na piersi.
Ale ten telefon zadzwonił w ciągu dnia. Mimo to wyczerpanie w głosie kobiety brzmiało tak głęboko nocno, że instynktownie spojrzałem na zegarek.
„Dzień dobry, czy to klinika doktora Millera?” zapytała ostrożnie.
„Tak, to klinika. Mówi Miller.”
„Mam na imię Linda… Mam dziś spotkanie. Chodzi o mojego kota. Nie daje mi spać.”
„Nie pozwala mi spać” obejmuje szeroki zakres tematów — pchły, niepokój, nudę lub coś o wiele bardziej skomplikowanego.
„Proszę wejść” – powiedziałem do niej. „Leczymy zwierzęta, a czasem też bezsenność”.
Linda weszła do mojego biura tak, jak ludzie wchodzą do kaplicy – cicho, niemal przepraszająco. Na początku lat pięćdziesiątych, starannie ułożone włosy, dopasowany płaszcz, idealny na spotkania, a nie na zakupy. Ściskała torebkę, jakby nosiła w niej całe życie.
Ostrożnie postawiła transporter. W środku coś dużego się poruszyło.
„To jest Oliver” – powiedziała. „Chociaż w nocy jest mniej dżentelmenem, a bardziej pielęgniarzem na nocnej zmianie”.
Dwoje ogromnych żółtych oczu wpatrywało się we mnie z wnętrza. Wielki szary kot o gęstej sierści i minie kogoś, kto już wszystko widział i osądził. Zmierzył mnie wzrokiem, uznał, że nie jestem wart zachodu i z godnością odwrócił głowę.
„Posłuchajmy o tej pielęgniarce” – powiedziałem.
Linda westchnęła głęboko.
„Budzi mnie. Każdej nocy. Około trzeciej lub czwartej. Nie delikatnie – natarczywie. Najpierw klepie mnie w twarz. Jeśli go ignoruję, drapie mnie mocniej, szczypie, ściąga koc, biegnie po mnie. Nie przestaje, dopóki nie wstanę i nie pójdę spać na kanapie.”
„A on zostaje w sypialni?”
„Tak! Gdy tylko wychodzę, zwija się w kłębek na mojej poduszce i śpi spokojnie aż do rana. Tymczasem ja utknęłam na kanapie. Spałam tam, kiedy mój mąż chrapał – kiedy jeszcze żył. Teraz kot przejął władzę.”
Oliver udawał, że to go w ogóle nie dotyczy.
„Od jak dawna to się dzieje?”
„Około trzech miesięcy. Myślałam, że może pory roku na niego wpływają. Ale to nie ustało. Kiedyś spał obok mnie jak normalny kot. Teraz mnie eksmituje.”
Zawahała się, po czym dodała cicho: „Mam wysokie ciśnienie. Biorę leki. Potrzebuję snu. Zarządzam budynkiem mieszkalnym – ciągłe narzekania. Jestem wyczerpana. Kilka razy nawet zamknęłam go w kuchni. Krzyczał tak głośno, że sąsiedzi walili po ścianach”.
To zdanie – „Zacząłem się na niego złościć” – zwykle pada, gdy zwierzęta lądują w nowych domach.
Leave a Comment