Aż pewnej zimowej nocy wszystko się wyjaśniło.
Mój samochód bez ostrzeżenia zgasł, kaszląc raz, po czym całkowicie znieruchomiał. Ironia losu nie dotarła do mnie od razu – dopiero zimno mnie dotknęło. Wtedy spojrzałem w górę i uświadomiłem sobie, gdzie dokładnie jestem. Jego budynek. Śnieg gromadził się na chodniku, latarnie mrugały, jakby nie mogły się zdecydować, czy pozostać włączone. Siedziałem tam, ściskając kierownicę, oszołomiony, jakby samo miasto zepchnęło mnie w kąt, którego unikałem latami.
Chwyciłem telefon, żeby zadzwonić na pomoc drogową. To był rozsądny wybór. Ale przewijając, mój palec zatrzymał się na nazwisku, którego nigdy nie usunąłem. Wpatrywałem się w nie dłużej, niż zamierzałem. Wszystkie wymówki pojawiły się natychmiast. Nie zawracaj mu głowy. Nie otwieraj ponownie. Zajmij się tym sam.
Leave a Comment