Pułapka pod idealnym uśmiechem
Tej nocy Adrian nie spał. Usiadł przy łóżku Hannah i wsłuchiwał się w jej oddech, jakby to był jedyny dowód na to, że wciąż ją ma.
Przed świtem poszedł do swojego biura na dole. Otworzył laptopa, gotowy przelać pieniądze, zadzwonić do kontaktów i przejąć kontrolę.
Jego hasła nie działały.
Spróbował ponownie.
Zablokowany.
Udał się do swojej prywatnej szafki na dokumenty – staromodnej kopii zapasowej, którą przechowywał, ponieważ nie ufał „wszystkiemu, co cyfrowe”.
Szuflada się otworzyła.
Pusty.
Zaschło mu w gardle.
Próbował uzyskać dostęp do swojego konta za pomocą bezpiecznego łącza.
Na ekranie pojawił się czerwony komunikat:
DOSTĘP ODMOWANY. KONTA OGRANICZONE NA MOCY POSTANOWIENIA SĄDOWEGO.
Adrian wpatrywał się w niego, a jego puls walił.
Jego telefon zawibrował.
Telefon od Evelyn Mercer — jego wieloletniej prawniczki i jednej z niewielu osób, którym całkowicie ufał.
W chwili, gdy odpowiedział, jej głos stał się głośniejszy.
„Adrian, musisz wyjść z domu” – powiedziała. „Natychmiast”.
„O czym mówisz?”
„Brat Vanessy, Brent, zwołał nadzwyczajne posiedzenie zarządu. Złożyli zaświadczenie lekarskie, w którym stwierdzono, że miałaś poważny epizod stresu za granicą. Twierdzą, że nie nadajesz się do zarządzania swoim majątkiem… i do opieki nad Hannah”.
Dłoń Adriana zacisnęła się na telefonie. „To szaleństwo”.
„Szaleństwo nie ma znaczenia, skoro mają papierkową robotę” – warknęła Evelyn. „Proszą o tymczasową kontrolę nad wszystkim. A ona składa wniosek o tymczasową opiekę”.
Adrian poczuł, że coś się w nim zmienia.
Nie było to zwykłe okrucieństwo.
To było przejęcie.
Rozłączył się i zbiegł na dół.
Telewizor w salonie był włączony.
Lokalny reportaż pokazał jego zdjęcie na lotnisku – zmęczonego, potarganego, uchwyconego pod najgorszym kątem – pod nagłówkiem sugerującym, że jest „niestabilny” i „stanowi zagrożenie”.
Vanessa pojawiła się na ekranie ubrana na biało, z błyszczącymi oczami i łagodnym głosem, grając idealną, zmartwioną żonę.
Żołądek Adriana się przewrócił.
Za nim słychać było stukot obcasów na podłodze.
Vanessa weszła do pokoju, trzymając w ręku kieliszek szampana, chociaż rano była dopiero co obudzona.
„Ostrzegałam cię” – powiedziała lekko. „Nikt nie wierzy człowiekowi, kiedy usłyszy, że jest chory”.
Adrian powoli się odwrócił. „Gdzie jest Hannah?”
Uśmiech Vanessy stał się szerszy.
„Na górze. Ciesz się ostatnimi chwilami”. Upiła łyk drinka. „Wykonałam anonimowy telefon. Jeśli ją zabierzesz, będzie wyglądało na to, że uciekasz. Jeśli zostaniesz, potraktują cię jak zagrożenie. Szach-mat, kochanie”.
Adrian spojrzał na nią i wydarzyło się coś zaskakującego.
Strach zniknął.
W jego miejsce zapanował chłodny, skupiony spokój.
Ponieważ Adrian zrozumiał jedną rzecz wyraźnie:
Gdyby grał według jej zasad, straciłby Hannah.
Więc przestał grać.

Ucieczka, która nie wydawała się zwycięstwem
Adrian pobiegł na górę, złapał mały plecak i szybko się spakował — ubrania, szkicownik Hannah, wielkiego pluszowego misia, którego przyniósł, wszystko, co nadal przypominało ją.
Hannah mrugnęła i obudziła się, pocierając oczy.
“Tata?”
Adrian przykucnął przed nią i starał się mówić spokojnym głosem, mimo że jego ręce się trzęsły.
„Wyjeżdżamy. Natychmiast.”
Nie zeszli po głównych schodach.
Użyli schodów służbowych.
W garażu Adrian ignorował swoje luksusowe samochody. Zbyt łatwe do namierzenia. Zbyt wiele wbudowanych systemów. Zbyt wiele sposobów, by Vanessa mogła się z nim skontaktować.
Zamiast tego Diane czekała przy tylnych drzwiach ze starymi kluczykami do swojego sedana.
Jej oczy były wilgotne.
„Idź” – wyszeptała, wciskając mu w dłoń grubą kopertę. „To gotówka. Niewiele, ale to wszystko, co mam”.
Adrian próbował odmówić.
Wcisnęła mu go mocniej w dłoń.
„Ona cię zniszczy, jeśli się zawahasz.”
Adrian przełknął ślinę i ścisnął dłoń Diane.
„Dziękuję” – powiedział, a jego głos załamał się podczas wypowiadania tych słów.
Wyjechał akurat w momencie, gdy gdzieś za murami dzielnicy zaczęły się rozlegać odległe syreny alarmowe.
Leave a Comment