Chusteczka do suszarki, która uratowała moją łazienkę (i moją godność)

Chusteczka do suszarki, która uratowała moją łazienkę (i moją godność)

Nie zatrzymałem się na tym (bo pęd jest prawdziwy)

Zanim się zorientowałam, wytarłam klamkę. Włącznik światła. Listwy przypodłogowe.
Prześcieradło – nawet teraz – wciąż emanowało delikatnym zapachem. Nie przytłaczającym. Nie sztucznym. Po prostu czystym, takim, jakim pachnie tylko świeżo wysuszona pościel: ciepłym, znajomym, bezpiecznym.

Mogłem iść dalej,
ale zadzwonił dzwonek do drzwi.
Czas się uśmiechnąć, nalać kawy i udawać, że mój spokój jest prawdziwy.

Bądźmy szczerzy: to nie jest magia

Nie twierdzę, że to dezynfekuje.
Nie zabija zarazków. Nie dogłębnie czyści fug ani nie rozpuszcza plam z twardej wody.
To powierzchowna życzliwość. Wizualny reset. To sprzątający odpowiednik strzepywania okruchów z kanapy przed przybyciem gości.

Ale czasami?
Właśnie tego potrzebujesz.
Chwili łaski. Mostu między chaosem a towarzystwem.
Nie perfekcji – tylko tyle, ile potrzeba.

Kilka delikatnych notatek (od jednej prawdziwej osoby do drugiej)

🔹 Bezzapachowe lub hipoalergiczne prześcieradła sprawdzają się równie dobrze – i nie zamienią łazienki w lawinę lawiny lawiny lawiny lawiny lawiny lawiny lawiny lawiny
lawiny lawiny
lawiny lawy …

Czy poleciłbym to?

Nie jako rutyna sprzątania.
Nie zamiast prawdziwych środków czystości.

Ale jeśli jesteś w takiej sytuacji –
serce wali ci jak młotem, goście pięć minut drogi, szafka pusta –
tak.
Weź chusteczkę do suszarki.
Wytrzyj, co się da.
Pozwól jej wykonać swoją cichą pracę.

Bo czasami najgłębsze akty troski nie są wielkie.
Są skromne.
Są improwizowane.
Rodzą się z miłości – i kłaczków – i upartej odmowy, by odrobina kurzu zwyciężyła.

W końcu –
w życiu nie chodzi o nieskazitelnie czyste zlewy.
Chodzi o to, żeby być sobą
i robić, co się da,
z tym, co się ma,
tu i teraz.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top