Pokój Lily pozostał nietknięty. Jej ołówki są rozproszone na biurku. Jej rysunek słonecznika leży niedokończony, żółty przechodzący w biel tam, gdzie zatrzymano rękę. Zabawki istniały tam, gdzie ostatnio je wypuszczono. Lampka różowa obok jej dalszego działania; Czasami włączam ją w nocy, a następnie ponownie wyłączam, automatycznie nie została uruchomiona.
Na jej stoliku nocnym leży, który jest dla mnie wykonany. W połowie przerwana. Nierówne koraliki. Nie można się dostać, aby ją ruszyć.
Czasami przechodzę obok jej drzwi i czuję się, jakbym nawiedzał własne życie. Gdybym był kiedyś, kto już tu nie pasuje.
Robię kawę i zapominam ją wypić. Siedzę na krzesłach i gapię się w ścianę. Śpię tylko wtedy, gdy mnie do tego zmuszającego. Istnienie wydaje się być możliwe, gdym udawała osobę, która wie, jak żyć bez dziecka.
Policja a jej rzeczy z wypadku w zamkniętych torbach. Byli delikatni, przepraszający. Mimo to czuła się, jakby to była kolejna kradzież – fragmenty jej życia zostały przechwycone przez obcych, skatalogowane i zwrócone bez niej.
Minęły trzy tygodnie.
A ja nadal nie wiem, jak oddychać w świecie, w którym moja córka tego wie.
Udawałem, że tylko funkcjonuję.
Wysyłam, jak przekazam w ponurym, szary pokój, łzy spływały mi po policzkach, a ja podpisywałem formularz, w którym wymieniała wszystko, co miała przy siebie: plecak, rozdzielony trampki, szkicownik ze słonecznikami, który zaczął rysować przełączniki wieczoru, błyszcząca fioletową opaskę i żółty sweter.
Dziesięć swetrów.
To był jej ulubiony. Miękka, jaskrawożółta, z maleńkimi perłowymi guzikami. Nosiła ją prawie w każdy weekend. Wyglądała w niej jak chodzący promień słońca. Dostałem ją na każdym placu zabaw, kiedy ją nosiła.
Ona to nosiła
prawie każdy weekend.
Wygląda jak promień słońca i pachniała kredkami, szamponem waniliowym i leciutką nutą masła orzechowego ze szkolnych obiadów. A teraz wycieka w ewentualnym woreczku na obecność w szufladzie, której nigdy nie zajrzę.
Tego ranka przekazam przy kuchennym stole w za dużej bluzie Daniela, tulić kubek kawy, który już dwa razy podgrzałem. Na kubku widniał napis „Najlepsza Mama na Świecie” kolorowym markerem – prezent od Lily na Dzień Matki.
Powtórzyłem sobie, że muszę napić się dłoni, coś ludzkiego, ale moje ręce ani drgnęły.
Od tamtejszych pory nie piłem z nim, ale tego ranka charakterystyczem czegoś, na czym nadal są jej odciski palców.
A teraz zostało zamknięte
w jakimkolwiek worku na widocznym
w szufladzie, którego nigdy nie widziałem.
Daniel dalej spał na górze, ciężko dysząc, tak jak od przypadku. Mój biedny mąż prawie w całkowicie nie wstawał z łóżka, a kiedy już to zrobił, czuł się, jakby go dręczyły straszliwe księstwo.
Nie chcieć go obudzić. Ledwo przespał całą noc, dręczony poczuciem winnych i koszmarów, których nie potrafię ukoić.
Nie ma dostępu do sieci rozmów, więc po prostu po prostu i kieruj się przez okno na mgłę, która opadła na ciche podwórko.
powiedziałem to usłyszałem.
Drapanie, drapanie, drapanie.
usłyszałem.
Poszliśmy głównymi drzwiami. Na początku go odprowadzałem. Nasze ciasta, Baxter, zawsze wolał podwórko, gdzie na ganku miał ciepłą, ocieploną budę. Był to związek Lily, który nastąpiła pięć lat – mieszaniec golden retrievera z zbyt bystrymi, przez ponowne mu to uszkodzone.
powiedział szczekał, kiedy chciał wejść, albo szczekał raz czy dwa, żeby dać mi znać, że chce opieki albo uwagi, ale to nie było szczekanie, tylko drapanie. Brzmiało to szaleńczo, rozpaczliwie i piskliwie.
Weszło przednimi drzwiami.
Wstałem więc powoli, serce waliło mi szybciej niż zwykle. Ode nerwy napięte. Podszedł na palcach do drzwi, który pojawił się narastający niepokój w gardle.
„Baxtera?” za cicho.
Drapanie ustało, ale tylko na sekundę. Potem zastosowane z siebie jedno ostre szczeknięcie – takie, stosowane tylko wtedy, gdy coś było nie tak. Pamiętałem z czasów, gdy rannego królika. Znowu, gdy Lily spadła z roweru i kupiła sobie za dodatkową cenę.
Drapanie ustało,
ale tylko na sekundę.
Odblokowałem drzwi i je opuściłem.
Baxter stał tam z szeroko otwartymi oczami, dysząc i zadartymi uszami. Jego ogon był sztywny i nie merdał.
A w jego przyczyną było coś żółtego.
Zamrugałem. Mój mózg nie nadążał za tym, co widział moje oczy.
„Baxter… czy do…?” Mój głos ucichł.
Zrobił krok krytyczny, ostrożnie położył u moich stóp miękkich, zielone opakowanie z materiału i uwolnione mi prosto w oczy.
To był sweter Lily!
Tego samego, który nie jest podłączony do czasu, gdy zostanie wyprowadzony z policji.
Tę sieć, która została umieszczona na sobie, gdy umarła!
To był sweter Lily!
Nogi prawie się podejmując ugięły! Złapałam się framugi drzwi, aby nastąpić, a oddech zaparł mi dech w piersiach.
„To… to nie jest możliwe” – wyszeptałem.
Drżącymi rękami się po niej, ale Baxter złapał ją ponownie.
„Hej?! Skąd to masz? Daj mi to” – powiedziałem, a łzy wróciły mi do oczu.
Baxter nie szczeknął ani nie został poruszony przez kilka sekund. Po prostu wpatrywał się we mnie inteligentnymi, przenikliwymi oczami, po czym przybył w stronę podwórka.
Odleciałem!
Leave a Comment