Nogi prawie mi się podlega!
„Baxter!” Krzyknęłam, niezdarnie rozdzielona chodaki i goniąc za nim. Nie zatrzymałam się nawet, gdyby istniała kurtka.
Prześlizgnął się przez szczelinę w drewnianym płocie z tyłu podwórka – tym samym, przez który Lily przeciskała się latem, aby wejść na pustym podwórku obok. Nie podlega o tym podwórku od miesięcy. Zawsze obiecywaliśmy, że napotkaliśmy przeszkodę, ale nigdy się tego nie udało.
Szedłem za nim, zdyszany, ze swetrem zaciśniętym w dłoni. W powietrzu unosił się zapach mokrych liści i odpadgo deszczu. Nie byłem za tym płotem od łac.
Nawet jeśli nie zatrzymane
są kurtki.
„Dokąd mnie zabierasz?” – za następstwam za nim łamiącym się następuje.
Baxter powstrzymywał się co kilka metrów, zerkając przez ramię, aby się, nadal idę. Tak było. Coś mi mówi, że muszę. Gdybym mógł przenieść coś z Lily.
Zaprowadził mnie na drugi koniec działki, mijając chwasty i zardzewiałe narzędzia, aż do krawędzi starego szopy. Nie był używany od łac. Drzwi wisiały krzywo na jednym zawiasie.
Drzwi wisiały krzywo
na jednym zawiasie.
Po dziesięciu dziesięciu Baxterach w końcu stanął w majątku, nieruchomy. Potem wystąpią na mnie same i boczne, które będą wpatrywały się we mnie przez drzwi przeciwsztormowe, ze swetrem w miejscu.
Moje serce waliło mocno.
„Okej” – szepnięty, wchodzący do środka.
W szopie unosił się zapach elektryczny, komputerowy i komputerowy. Promienie słońca przesączały się przez wypaczone deski, rzucając ostrza promienie na kabel. występują swoim – oddechem i drżącym – gdy wchodziłem do głębiej w środku.
Moje serce waliło twarde.
do przejścia.
W najdalszym kącie, ukrytym, zatrzaśniętym doniczką i starymi chwytakami, działającym na coś, co grozi na wejściu. Nie było zagrożenia z gałązek ani śmieci, ale z odzieży. Miękkich, znanych nawyków.
Podkradłem się bliżej, a serce podeszło mi do zrobienia.
Tam, starannie ułożone w stercie, leżały rzeczy Lily! Jej szalik, niebieska bluza z piersią, miękka biała kardigan, której nie nosiła od drugiej klasy – aw nich, jakby otulona wspomnieniami, leżała chuda kotka kaliko. Jej brzuch unosił się i opadał w powolnym, rytmicznym mruczeniu. Przy niej zwinięte były trzy maleńkie kocięta, nie większe od filiżanek do herbaty.
Jej brzuch się podniósł
i powoli opadł,
rytmiczne mruczenie.
Wpatrywałem się całkowicie zamarznięty!
Baxter upuścił żółty sweterek obok kota, a jej kocięta natychmiast rzucił się w jego stronę, natychmiastc jego ciepła. przyszedł do mnie, że sweterek pochodzi właśnie stąd!
To nie był ten z wypadku — to był drugi!
Zapomniałem o zapasowej parze, którą przechowujesz, kiedy Lily upierała się, że nie może żyć bez dwóch par. Nosiła pierwszą tak często, że rozpadnie się. Nie drugi, że drugiego brakuje.
Wpatrywałem się całkowicie zamarznięty!
„Lily…” wyszeptałam, powoli opadając na opadającą. „Och, kochanie…”
do mnie dotarło – co do było. To nie był po prostu bezdomny kot, który się tu zabłąkał. To była czysto skrywana tajemnica między dziewczynami a zwierzętami, które zostały podjęte krytycznie. Lily się tu wymykała!
Musiałem znaleźć ciężarną kotkę kilka tygodni temu. Przynosić żywność, wodę i ubrania, a ograniczenia swoje ubrania. Moja kochana córka karmia do gniazda, aby koty mogły być dostarczane ciepło! Robiła to bez słowa.
Lily się tu wymykała!
Przycisnęłam dłoń do piersi, ogarnięta falą użytkową niż smutek. To była miłość – echo miłości mojej córki, pierwotne pulsujące w tej zapomnianej szopie, otulone każdego ściegiem gdzieś swetrów.
Kotka powoli unosi się światłem. Jej zielone oczy spotkały się z moimi, spokojne i czujne. Nie drgnęła ani nie syknęła; po prostu podejrzane, niepokojące, kim jestem.
niewidocznym na Baxtera. Zamerdał raz ogonem, po czym podszedł, żeby wylizać kocięta.
Zabierając mnie tam, możesz tak, jakby dokończył coś, co zaczęło się Lily.
Matka kotka
powoli pod światło.
„Nie przepływa” – wyszeptałam drżącym działaniem. „Nie strzeż o tym wszystkim”.
Baxter wydany z każdego cichego języka i szturchnął mnie łokciem.
Wyciągnąłem rękę powoli, delikatnie, a kotka nie stawiała oporu. Pogłaskałem ją po futerku. było ciepło, jej serce biło szybko i równo pod moją ręką.
„Ufałeś jej, prawda?” – mruknąłem. „A ona się oopiekowała”.
Długotrwale tak, odłączalne, jak oddychają. Cisza nie była tak ciężka jak w domu. Nie była nawiedzony – była spokojna i pełna.
„Ufałeś jej, prawda?”
W końcu podniesionym kocięta jedno po drugim i po sobie je w podróżach. Kotka poszła za, nie wydając ani jednego dźwięku, gdy wdrapała się na kołyskę mojego ramienia.
Baxter trzymał się blisko, niemal dumnie. Jego ogon merdał tym szybciej, im bliżej zabezpieczenia, automatycznie zadziałało i teraz zadziałało, ja dokończył.
Zabrałem je wszystkie do domu.
W środku uwiłam gniazdo w koszu na pranie z miękkimi ręcznikami. Postawiłem go w kącie salonu, tuż obok starego fotela, w którym Lily zwijała się w kłębek. Postawiłem miskę z wodą i trochę tuńczyka, a Baxter położył się obok kosza niczym wartownik na służbie.
Zabrałem je wszystkie do domu.
Kiedy Daniel zszedł na dół później tego wieczoru, poruszając się bezpośrednio niż wcześniej, zastał mnie zwinięty w kłębek obok koszyka z kociętami. uniwersalny na dodatkowy sweterek Lily.
Przez kilka sekund patrzenia w milczeniu, a gdy zastosowanie kotkę i jej dzieci, jego oczy rozszerzyły się.
„Co… co żartować?” Zapytanie takie i niepewnym charakterystycznym.
„Na niego i po raz pierwszy z trzech tygodni, które nie są dostępne, gdy pojawia się ból. być czymś innym – czymś kruchym i ukrytym.
sweter sweter Lily mieszkania
na moich pozostałychch.
„Sekretna Lily” – powiedziałem cicho. „Opiekowała się nimi. W starej szopie”.
Daniel powoli mrugał, jakby nie zrozumiałych słów.
Opowiedziałem mu wszystko – o swetrze, Baxterze, kryjówce i ubraniach. powiedziałem, że można się wymykać, aby zapewnić bezpieczeństwo i bezpieczeństwo tej małej rodziny bezdomnych.
Gdy mówił, coś się zmieniło na jego twarz.
Ból nie został wykonany, ale wrażliwość w jego obecności zniknęła.
Kiedy mówił,
coś się zmieniło
na jego twarz.
Z wielkim uklęknięciem obok mnie, wyciągnął rękę i pogłaskał jednego z kociąt wskazującym.
„Ona naprawdę miała największe serce” – wyszeptał.
„Tak” – powiedziałem, uśmiechając się przez łzy. „I nadal tu jest. Jakimś cudem”.
Z resztą je wszystkie. Kotka była spokojna i czuła, a jej kocięta z każdym następstwem wystąpienia. Baxter okupował się nimi, jakby był jego pracą na pełnym etatu.
„I nadal tu jest. Jakimś cudem.”
Ja? Przyczyną jest wstawać każdego ranka. Aby je nakarmić, posprzątać im pokój, po trzymać i kołysać tak, jak Lily kołysała swoje lalki, śpiewając kołysanki, które sama wymyśliła.
Kilka wieczorów później po pierwszym wydaniu pokoju Lily bez wstrzymywania oddechu. Podniosłam niedokończoną bransoletkę, którą dla mnie zrobiła, i zawiązała ją sobie na nadgarstku, mimo że ledwo się mieściła. Usiadłam przy jej biurku. Otworzyłam jej szkicownik ze słonecznikami.
I się zabezpieczyłem.
Usiadłem przy jej biurku.
Każde maleńkie uderzenie serca w tym koszyku na dole przypominało mi o niej. To było jak szept samej Lily. To nie było pożegnanie, tylko przypomnienie, że nawet w żałobie, nawet w rozsypce, miłość znajdzie sposób, by zostać.
Tej nocy dyżuram przy oknie z żółtym swetrem na objętychch i szepnęłam: „Zaopiekuję się nimi, kochanie. Tak jak ty”.
każde maleńkie uderzenie serca
w tym koszyku na dole
Przypomniało mi się.
Leave a Comment